Blog
Blog
Wspólnie możemy więcej
Dniem wartym zapamiętania i ważnym dla każdego z Nas – Internautów, był dzień 17 sierpnia 1991 roku. Dlaczego? Ponieważ, to był początek Internetu w Polsce. Początkowo była to tylko sieć akademicka, która działała w obszarze polskich uczelni wyższych. W tamtym czasie jedynym operatorem świadczącym dostęp do Internetu, była instytucja działająca pod nazwą NASK.
Od czasu powstania Internetu do dnia dzisiejszego zmieniło się wiele, wszystko się rozwija w szybkim tempie. Następują zmiany, nowe pomysły, a co za tym idzie, pojawiają się ciekawe możliwości. A także co bardzo ważne, pojawiają się inicjatywy społeczne, które sprzyjają integracji internautów. Obecnie Globalna Sieć stała się, nie tylko nośnikiem danych, ale również nośnikiem emocji. Przykładem tego są na pewno portale społecznościowe, gdzie uczestnicy wymieniają się swoją wedzą, pomocnymi spostrzeżeniami, służą innym swoim doświadczeniem i pomocą oraz bieżącymi informacjami.
Według definicji, społeczność to zbiór, który jest połączony ze sobą więzami, takimi jak więzy emocjonalne, ekonomiczne lub jeszcze innego rodzaju więzy. Jest to zbiorowość osób mających wspólny cel, którzy są ze sobą powiązani, na przykład wspólnym miejscem zamieszkania. Natomiast innym przykładem społeczności, jest społeczność internetowa skupiona na wspólnych zainteresowaniach oraz rodzajach komunikacji. Społeczność synergyonline.org jest doskonałym przykładem właśnie takiej zbiorowości, której wspólnym celem jest osobisty rozwój oraz pomaganie sobie nawzajem, przy pomocy wykonywanych zadań.
Jest to projekt unikatowy w polskim Internecie. Hasłem przewodnim platformy, są słowa „Wspólnie możemy więcej”, które nawiązują do charakteru działalności jaką jest wzajemna współpraca. Głównymi założeniami jakie przyświecają członkom tej społeczności to:
Pomóż Innym osiągnąć sukces, a i Ty go osiągniesz. Tylko wtedy, gdy połączymy siły będziemy mogli tworzyć wspaniałe rzeczy i urzeczywistniać pomysły oraz założone wcześniej cele. Kiedy pomagam, kiedy działam z ludźmi i dla ludzi, osiągam niemożliwe, czuję się wspaniale, czuję spełnienie w działaniu i przez to zadowolenie ze zrealizowanego zadania.
Synergyonline funkcjonuje dzięki systemowi punktów, które zdobywa się podczas wykonywania zleconych zadań przez członków tej społeczności. Punkty zbiera się w celu wykorzystania ich w licytacjach, dzięki którym otrzymuje się możliwość zlecenia swojego zadania.
Współpraca na tej właśnie platformie otwiera wiele nowych możliwości, które w pojedynkę zapewne nie tak łatwo i szybko dałoby się uzyskać. Działania te, oparte są o takie wartości, jak szczera i sprawiedliwa współpraca.
Jest to miejsce, gdzie spotykają się ludzie o podobnych pasjach i zainteresowaniach. To właśnie tutaj nawiązują się wspólne relacje, dające wymierne korzyści. A z mojej strony gorąco zachęcam, abyś zajrzał na stronęsynergyonline.org już dziś i sam przekonał się o dużych możliwościach i korzystnych aspektach tej platformy.
Doładowania na telefon.
Jak zawsze
Synergy
Deszcz
Stoję pod drzewem, a z góry spływa na mnie jednostajny szum spokoju, omywa świeżością liście i gałęzie, oczyszcza także i mnie.
Chciałabym jak on wniknąć w spokój ziemi, spłynąć między jej czarną jednolitość, głęboko wniknąć w jej najgłębsze ciepło, tętniące życiem nieustępliwych korzeni, wszędobylskich gryzoni, wnętrze spokojne snem czujnego lisa.
Nagość na deszczu jest zimna i drżąca, otuliłabym więc moje ciało w korę drzew, wtopiła w ich spokojny stuletni rytm. Przygarnęła drżenie serca do drżenia ptasząt budzonych chłodem poranka, wcisnęła ciekawskie dłonie w gęste futro sarny, podążyła za nosem wilka wskazującym trop.
I po deszczu obudzona świergotem i ciszą burzy, która ustała, wykradałabym nieskończoną radość strumienia, zlizując słodką wodę ze skał, wyciskając ją z nasiąkniętego jej życiem mchu.
Stałabym się jak trawa gibka i miękka, podatna na każdy ruch tylko przez chwilę, by zawsze powrócić do swojego pierwotnego, prostego celu - w górę, do śłońca, do nieba, do chmur.
Brakuje mi harmonii w moim życiu, wszystko za szybkie i nienaturalne. Lesie, deszczu, ptaku, wolności przybądź i uratuj mnie.
A póki co zamykam dla siebie jak najwięcej ciszy, radując się mruczeniem kota jak ja samotnego i nie.
Do przodu, do boku, w tył i dookoła
Mogłabym zniknąć - wsiąknąć w ściany cichego domu, który aktualnie mogę nazwać swoim, rozproszyć się na ich bieli, włosy rozlepić pajęczynami po kątach. Nie czuję się samotnie, czuję się nieobecna.
Naprawdę, nie robię nic. Nie uczę się, nie pracuję, nawet nie wypełniam wolnego czasu czymkolwiek. Po prostu nic.
Tylko wokół Marcina czasem coś - obiad, kino, wspólny sport, wypad do znajomych. Ale nie czuję się trwała, nie czuję jakbym mogła coś zmieniać, raczej jakby wszystko się toczyło do przodu. Kiedyś jeszcze obserwowałam to z przerażeniem, a teraz... jakby z obojętnością?
Nie wiem, coraz ciężej identyfikować mi moje uczucia, bo do coraz węższej ograniczają się palety.
Czasem myślę, że poukładałam sobie w głowie to, czym był Krzysiek - ale to się nie da i pewnie nigdy nie będzie dało. On był taką kumulacją wszystkiego, dobrego i złego, że jak go nie ma, to jest pusto. Był cały intensywny i mocny, jak pieprz wtarty w ranę, jak krzyk i jak płacz i jak śmiech głośny aż do przesady, on cały był mocą. I nic nie poradzę na to, że pamiętam od niego tyle samo pozytywów, co negatywów, ale może właśnie przez to nie potrafię go rozliczyć w sobie.
Nie umiem się całować, nie umiem patrzeć z miłością, nie umiem się troszczyć i interesować. Bo tego nie było, bo musiałam to w sobie zagrzebać, ukryć, bo wydawało mi się, że nie wolno.
I teraz nie potrafię tego wsobie odnaleźć. Tak sama siebie skrzywdziłam przy nim. Bo nie on, on chciał, żebym była sobą zawsze, a ja siebie dla niego przycięłam, jak roślinkę, żeby pasowała do kąta.
Mam w sobie miliony pytań bez odpowiedzi. Chciałabym je znać, tak bardzo bardzo, chociaż roztrząsanie ich męczy już także i mnie, a jego męczyło od zawsze. I odpowiedzi już nic by nie zmieniły.
Marcin jest dobry i czuły i zupełnie nie taki, jak ja. Jest tak do przodu, że aż dziw bierze, że to, co zostawia za sobą, to naprawdę nikomu niepotrzebne odpadki. Nie popełnia błędów, gdy przychodzi mu wybierać to, co pójdzie z nim dalej. A on idzie, ciągle idzie, niecierpliwy, ambitny, rozbudzony jak polujący zwierz. Lubię ten cienki kontakt naszych światów, całkiem niesprzężonych. Patrzę na niego i wiem, że nie chcę tak, jak on, tak drapieżnie, walecznie, w koncentracji. Mój świat mógłby zamknąć się w ciszy i samotności książki, pisanie mnie uspokaja i wyczula.
On jak gepard, ja jak łabądź. On pantera, ja czapla. Czuję się przy nim powolna, ale nie bezbronna. Nasze środowiska nie zazębiają się, więc wiem, że nie spotkamy się na jednym terenie - ale czasem chyba w ogóle nie chciałabym wiedzieć o jego polu walki.
To mnie nie kusi i nie pociąga i właśnie dlatego, nawet wtedy, gdy Krzysiek przychodzi, ale oferując mi dostęp do tego świata - jestem zmuszona podziękować. Bo to nie dla mnie, a boję się, że gdy wejdę, to już mnie stamtąd nie wypuszczą, póki nie przemielą, nie rozgniotą w ciągle przeżuwających szczękach, nie rozetrą ostrym językiem po rozbuchanym żadzą podniebieniu.
Szczury? Nie, to nie wyścig szczurów, szczury polują w ukryciu, bez klasy, bez znastwa, bez rozróżnienia. To są lwy, to kocie bestie, to chytre lisy, to gwałtowne długopaszcze krokodyle, to dzikie piranie, krwiożerczy świat przewija im się między rękami gotowymi do liczenia, do brania, brania, brania...
Chciałabym, by to nie było jedyne życie, jakie świat ma mi do zaoferowania.
Ciężko tak
Nie umiem się pogodzić z tym, jak łatwo można mnie zniknąć. Jakby mnie nigdy nie było.
Ale z drugiej strony tak łatwo mogę się pojawić. Jeszcze niedawno całkowicie obcy człowiek, a teraz czuję, że mogłabym z nim mieszkać, wychowywać z nim dzieci, opiekować się i wspierać. Za szybko wchodzę, za bardzo ociągam się z wychodzeniem.
Ale to też nieprawda. Nie umiem wejść sama z siebie, raczej daję się wciągać. I z jednego wiru w drugi wpadam, całkiem bez koncepcji chyba jednak.
Aga mówi "zwolnij, zastanów się, czego chcesz". Ja wiem, czego chcę. Tylko nie mogę tego dostać.
Skupmy się więc na osiągalnym, Siostro. Osiągalne też jest atrakcyjne i tak zapraszająco wyciąga do mnie ręce, że wręcz niemożliwym jest je ominąć.
A krzyk ciągle mieszka we mnie. Czekam na jedną taką chwilę, gdy nikt go nie usłyszy. I wtedy wyrzucę go z siebie i nie dam mu wrócić echem. Więc gdybyś przyszedł teraz i zastał ten hałaśliwy, wykręcający kostki i wyczerpujący nadgarstki wąwóz, w którym się schowałam, który schowałam w sobie... gdybyś przyszedł i zastał, teraz, jeszcze teraz pozwoliłabym Ci się z niego wyciągnąć. Podać rękę, uciszyć skowyt szeptem i zapewnieniami, tak pięknie umiesz mówić o miłości.
Ale kiedy narastajace zapomnieniem kolczaste krzewy zaczną wrzynać się w cienkie mięśnie serca, kiedy zrozumiem, że możesz tylko mówić, nie czuć... Wtedy wąwóz zniknie i to już będzie za późno na jakiekolwiek nas, my, razem.
Ja wiem, że nie chcesz. Ja wiem, że w ogóle nie wiesz, że Cię to nie interesuje, że to nie ja. Ale teraz jest ten moment, gdy nie rozumiem, jak w jednej chwili zielonolistna, miękka dolina całująca bose stopy beztroski może zamknąć się nade mną zgrzytem ostrych skał, a stopy kaleczyć kamieniem i żwirem. Więc piszę i pytam, chociaż nigdy mi nie odpowiesz.
W którym momencie źle skręciłam, co mnie zwiodło na zły szlak? Czemu wydawało mi się, że szliśmy razem, jeśli Ty tylko chciałeś wyprowadzić w nieznane, pozwolić ze szczytów dotknąć nieba, by - tłumacząc się pragnieniem własnego szczęścia - zepchnąć mnie na rozdroża?
Błądzę, tak bardzo błądzę bez Ciebie. Czemu mnie tutaj zostawiłeś samą?
Wezwałam pomoc. Jeśli on mnie znajdzie, wciśniętą pod skały, połamaną i zbitą, jeśli znajdzie i wyniesie stamtąd... A póki co szuka. Słyszę echo jego krzyków i kwilę nawołując, a on się nie poddaje. Jeśli znajdzie i wyniesie, wtedy już nigdy więcej nie namówisz mnie na wspólną wycieczkę. Chciałabym, żebyś wiedział.
W góry nie idzie się samotnie i nie wraca samotnie.
Chociaż runął ci świat, wiosna przyjdzie i tak.
Ja nie kłamię mówiąc, że zawsze w nim będę. Tylko wiem, że daleko.
Nie dam się. Ty mnie nie chcesz, studia mnie nie chcą, ale ja siebie chcę za wszystkich innych, więc nie dam się stracić.
Obyś nie obudził się za późno.
--------------------------------------------------------------
I dwie rzeczy, które pokazują, że mądre kobiety też nieraz znajdują sie w takiej sytuacji jak ja. I wiedzą, bo wszystkie wiemy, co trzeba robić.
Wisława Szymborska - Jestem za blisko
Jestem za blisko, żeby mu się śnić.
Nie fruwam nad nim, nie uciekam mu
pod korzeniami drzew. Jestem za blisko.
Nie moim głosem śpiewa ryba w sieci.
Nie z mego palca toczy się pierścionek.
Jestem za blisko. Wielki dom się pali
beze mnie wołającej ratunku. Za blisko,
żeby na moim włosie dzwonił dzwon.
Za blisko, żebym mogła wejść jak gość,
przed którym rozsuwają się ściany.
Już nigdy po raz drugi nie umrę tak lekko,
tak bardzo poza ciałem, tak bezwiednie,
jak niegdys w jego śnie. Jestem za blisko,
za blisko. Słyszę syk
i widzę połyskliwą łuskę tego słowa,
znieruchomiała w objęciu. On śpi,
w tej chwili dostępniejszy widzianej raz w życiu
kasjerce wędrownego cyrku z jednym lwem
niż mnie leżącej obok.
Teraz to dla niej rosnie w nim dolina
rudolistna, zamknięta ośnieżona górą
w lazurowym powietrzu. Ja jestem za blisko,
żeby mu z nieba spaść. Mój krzyk
mógłby go tylko zbudzić. Biedna,
ograniczona do własnej postaci,
a byłam brzozą, a byłam jaszczurką,
a wychodziłam z czasów i atłasów
mieniąc się kolorami skór. A miałam
łaskę znikania sprzed zdumionych oczu,
co jest bogactwem bogactw. Jestem blisko,
za blisko, żeby mu się śnić.
Wysuwam ramię spod głowy śpiącego,
zdrętwiałe, pełne wyrojonych szpilek.
Na czubku każdej z nich, do przeliczenia,
strąceni siedli anieli.
---------------------------------------------------------------------------
Kayak i Royal Quartet - Za blisko
W sen każdej nocy głęboki (głęboki)
umykasz mi
z papieru smoki, lampiony (lampiony), kolory (kolory)
widzisz w nim
jestem za blisko by się śnić
jestem za blisko by się śnić
Jedno życie ze mną nie wystarcza ci
drugie masz w sekrecie gdzieś pod powiekami
każdej nocy szybko chcesz zasypiać by
móc wyruszyć zaraz do Azji
już dobywasz miecza raz, dwa smoka głowa
leży martwa chociaż była papierowa'
tak, tak, tak tyś tygrys, tak, tak bohater,
podróżnik, odkrywca i czuły kochanek
w tai-chi prężysz się, ciała mowa
wszystko to by przejrzeć się w ich skośnych oczach
jestem za blisko by się śnić
jestem za blisko by się śnić


